Aranżacja baru Granica

Gangi złoczyńców łupią w samo południe małomiasteczkowe banki. Trup ściele się gęsto. Na nikim nie robi to wrażenia – Dziki Zachód to niebezpieczne miejsce, gdzie śmierć czyha za rogiem każdego saloonu. Ok, proszę Państwa, przyznaję, trochę mnie poniosło…Kto jednak, odwiedzając Ściborzyce Wielkie w gminie Kietrz, wejdzie do baru „Granica” (którego nazwa, jak Państwo się domyślają lub w dalszej części tego posta przekonają, jest nieprzypadkowa), będzie miał szansę poczuć się, jakby miał zaraz koło niego stanąć Billy Kid, Butch Cassidy, a przynajmniej Lucky Luke.

Wszystko za sprawą pomysłu czterech braci, żyjących w niepozornej, zanurzonej w zieleni maleńkiej miejscowości na krańcu Polski, tuż przy granicy z Czechami, którzy wpadli na pomysł, aby stworzyć bar rodem z Dzikiego Zachodu. Gdy zaproponowali nam współpracę przy kreowaniu „Granicy”, nie wahaliśmy się ani chwili.

 

Od czerwca ubiegłego roku nasze firmy Artantyk & Family Craft miały przyjemność tworzyć to klimatyczne miejsce. Wystrój pomieszczeń od początku był dla nas fascynującym wyzwaniem. Od wypalenia szyldu metodą pirografii z nazwą lokalu „Granica” poprzez uszycie firanek, drewnianą boazerię, która spaja całe pomieszczenie po najdrobniejsze szczegóły.  Słowem, zajęliśmy się sprawą kompleksowo.

 

Na samym początku nie sądziliśmy, że ten projekt aż tak nas pochłonie, tymczasem tworzenie każdego elementu było nie tylko wyzwaniem, poszukiwaniem niebanalnych rozwiązań i staraniem się, aby to, co wymyślimy nawiązywało do utrwalonego w naszych głowach wizerunku czasów, gdy porachunki załatwiało się jednym strzałem z rewolweru, ale też fantastyczną przygodą i zabawą.

Drewniane dekoracje, starannie i precyzyjnie wykonałam wspólnie z Błażejem

 

Drewniana rama nim stała się lustrem, jak widać dała nam wiele radości 😀

 

 

Malowany obraz na desce. Lucky  Luke z Dzikiego Zachodu.

Najpierw skoncentrowaliśmy się na tym, aby wnętrze lokalu nabrało odpowiedniego charakteru. I jak Wam się podoba?

 

  

 

 

 

 

Metalowy byk, ręcznie wykuty przez Michała, zaprzyjaźnionego i utalentowanego kowala, miał być od początku główną dekoracją sali. Ozdabia teraz dumnie ścianę główną. Rozpiętość rogów – 1,5 metra.

To jeszcze nie koniec naszej wspólnej przygody na polsko-czeskiej, a także patrząc w mikroskali, śląsko-opolskiej granicy. Zapraszamy Was tymczasem do baru „Granica”, na obrzeżach Polski, niedaleko Raciborza. Zobaczcie, w jakich zakamarkach świata szukają wytchnienia prawdziwi kowboje… 😉 Zimne piwo oraz urządzane przez nas wnętrze czekają na Was!